Polska kultura pełna jest wielu zapomnianych postaci, których istnienie i dokonania warto byłoby przypomnieć. Obrazy niektórych indywidualności kształtowane na ekranach kinowych i telewizyjnych przez lata kształtowały wizerunki aktorów w świadomości publicznej. Ci, którzy odeszli przedwcześnie, nie otrzymali od losu szansy zapisania się na dłużej w pamięci telewidzów. Do takich osób należał niewątpliwie Andrzej Nardelli. Artysta pochodził z Mysłowic, studiował w Państwowej Szkole Teatralnej na roku razem z Andrzejem Sewerynem, Piotrem Fronczewskim oraz Danielem Olbrychskim. Towarzystwo nietuzinkowych osobowości na jednym roku sprawiło, iż grupa uważana była przez niezwykle zdolną i dobrze wróżącą na przyszłość.
Krótka kariera
Kariera Andrzeja Nardellego była owocna, acz krótka. Nie zdążył zagrać w zbyt wielu filmach. Jedynym filmem, w którym zagrał, był obraz zatytułowany „Szklana kula”. Film wszedł na ekrany kin w Polsce już po śmierci Nardellego w 1972 roku. Utonął w Narwi nie zauważywszy alarmu przy opuszczaniu śluzy. Aktorstwo było całym jego życiem. Był doskonałym aktorem teatralnym, zagrał w wielu sztukach pod okiem wybitnego reżysera Adama Hanuszkiewicza. Trudno zapomnieć monolog „Kordiana” w jego wykonaniu na drabinie w Teatrze Narodowym. Teatr to nie wszystko. Nardelli pasjonował się muzyką i w szczególności fascynowała go muzyka klasyczna. Miało to także oddźwięk w programach telewizyjnych, w których występował, m. in. Z Magdą Umer.
Poeta piosenki
Wraz z nią miał wystąpić na festiwalu opolskim w 1972 roku. Nie zdążył. Archiwa telewizyjne skrywają wiele materiałów, bez których kultura w naszym kraju nie mogłaby się silnie wzbogacić. Trudno także wypatrzeć na scenie jego następców, ponieważ takiej specyficznej delikatności i artyzmu obecnie prawie wcale się nie spotyka. A szkoda…